Gdy w poniedziałek Dane Sweeny w pierwszej rundzie ATP 250 w Brisbane przegrał ostatnią piłkę w starciu z Reillym Opelką, pobiegł po krzesło, przyniósł je pod siatkę, by – dziękując za grę – mieć głowę na podobnej wysokości. Opelka to bowiem najwyższy zawodnik w tourze, posyła asy jak z karabinu, to jego największy atut. A dziś przed tymi asami musiał bronić się Kamil Majchrzak, w grze o ćwierćfinał Brisbane International. Nie odbił aż 44 serwisów, obronił za to trzy meczbole. I o półfinał zagra z byłym liderem rankingu ATP.
W dawnych czasach tenisiści mający mniej niż 180 cm wzrostu mieli sporo do powiedzenia w tenisowym tourze – Michael Chang, David Ferrer czy Lleyton Hewitt są tego dowodem. Dziś sport ten jest dużo bardziej fizyczny, choć ci najwięksi – Federer, Nadal, Djoković czy Alcaraz – są podobnego wzrostu, w przedziale 183-188 cm. Minimalnie wyższy jest Jannik Sinner (191 cm), ale nie zmienia to faktu, że wszyscy łączą bądź łączyli siłę z techniką i zwinnością.
W XXI wieku pojawił się jeszcze inny rodzaj tenisistów: bazujących na sile serwisu, co często wynikało ze wzrostu i zasięgu ramion. Mający pod dwa metry albo nawet ponad: wystarczy tu wymienić Juana Martina Del Potro, Kevina Andersona, Johna Isnera czy Ivo Karlovicia. Ten ostatni ma 211 cm wzrostu, tyle samo co najwyższy obecnie tenisista świata Reilly Opelka.
28-latek, kiedyś mistrz Wimbledonu juniorów, ma serwis zabijający grę – utrzymanie piłki po returnie w korcie jest tu warunkiem sukcesu. Nie rusza się może zbyt dobrze po placu gry, ale ma dobrą technikę, potrafi czasem zmienić rytm gry nawet stop wolejem.
Dla polskich kibiców “królem asów” jest oczywiście Hubert Hurkacz, choć od Opelki jest niższy o 15 centymetrów. Wrocławianin w dwóch pierwszych spotkaniach z Alexandrem Zverevem i Tallonem Griekspoorem zanotował po 21 takich uderzeń, w każdym w dwóch setach. Dziś Amerykanin poprawił jego osiągnięcie – do 21 z poniedziałkowego starcia z Danem Sweenym dołożył… aż 44 w starciu z Majchrzakiem.
ATP 250 w Brisbane. Kamil Majchrzak kontra Reilly Opelka, stawką ćwierćfinał
Scenariusz w tym spotkaniu można było z góry przewidzieć – mało wymian, potężne uderzenia serwisowe lub pierwsze po returnie. Zwłaszcza w wykonaniu Opelki, choć Polak też potrafi walczyć w siłowych wymianach.
Niebezpiecznie zrobiło się w dwunastym gemie, gdy Polak musiał już doprowadzić do tie-breaka. To Opelka wygrał dwie pierwsze akcje, na szczęście za moment pojawił się dobry serwis, a dwie kolejne piłki Amerykanin wyrzucił. I choć z drobnymi nerwami, to jednak triumfatora miał wskazać rozgrywany do siedmiu punktów tie-break.

Polak zaczął go świetnie, bo po pierwszym serwisie “wielkoluda” utrzymał piłkę returnem w korcie, a później wymusił błąd rywala w wymianie. Opelka szybko jednak tę stratę odrobił, a przed przerwą na zmianę stron miał już zapas miniprzełamania. Bardzo szczęśliwy, piłka spadła na stronę Polaka po siatce.
Kamil już się z tej sytuacji nie wybronił, przegrał seta 6:7 (2-7), Amerykanin zakończył go dwunastym asem.
Nie inaczej było w drugiej partii – dalej o wszystkim decydował serwis. Po jednej i drugiej strony, choć asy notował głównie Amerykanin. Najpierw trzy, potem dwa, trzy, trzy, dwa i jednego. Razem – 12 w sześciu gemach tego seta.
Różnica polegała na tym, że tym razem pierwszy podawał Polak, a rywal gonił wynik. I dopiero w jedenastym gemie tego drugiego seta po raz pierwszy pojawił się w całym meczu stan równowagi. Kamil prowadził już 40-15, ale Amerykanin efektownym bekhendem wzdłuż linii zdołał wyrównać. Tyle że później dwa razy wyrzucił piłkę i Majchrzak znów prowadził. A na końcu decydował ponownie tie-break.

Ten zaczął się dla Piotrkowianina źle, od straty punktu po własnym podaniu. Opelka wyczuł szansę, za chwilę posłał 25. asa w meczu i prowadził już 3-0. Sytuacja Polaka była bardzo zła. Majchrzak zdołał jednak odrobić starty, a nawet – objąć prowadzenie 5-4. Teraz Opelka serwował pod presją. I… posłał dwa asy, numer 26 i 27. Majchrzak musiał więc bronić meczbola, ale podawał. I obronił się, za moment miał setbola przy podaniu Amerykanina, a później już – swoim. I wymusił jego błąd, wyrównał na 1:1.
Został więc trzeci set, już na jego starcie doszło do sytuacji… niezwykłej w tym meczu. Polak wywalczył break pointa, choć Opelka miał już wynik 40-0. Amerykanin przerwał jednak niemoc, posłał winnera, zakończył sprawę asem.
A później można już było czekać na… trzeciego tie-breaka. Tymczasem w dziewiątym gemie Polak znów stanął przed okazją zmiany tego scenariusza. Opelka obronił sie asem, 37. w meczu, a za moment – zagrał na ciało Kamila drugim podaniem. I piłka już na drugą stronę kortu nie wróciła. Polak mógł mieć jeszcze jedną szansę, ale źle rozegrał akcję, w której kapitalnie przeszedł z defensywy do ofensywy.
I do tego spodziewanego tie-breaka doszło, Opelka miał w tym momencie na liczniku 40 asów.
Na pierwszej zmianie stron był remis 3-3, później Kamil prowadził 4-3 i miał wielką szansę na 5-3. Chciał zaatakować wzdłuż linii, trafił w siatkę. A Opelka poszedł za ciosem, efektownym returnem wywalczył dwa meczbole. Pierwszego Polak obronił serwisem, ale Amerykanin dostał drugą okazję, przy swoim serwisie. I… wyrzucił piłkę! Było 6-6, doszło do kolejnej zmiany stron.
Za moment Amerykanin zdecydował się na za słabego slajsa, piłka zatrzymała się na siatce. I to Polak miał pierwszego meczbola, przy swoim serwisie. Majchrzak pobiegł do siatki, a Opelka… go przelobował. To wywołało owacje na trybunach.
Drugą szansę Polak też wywalczył, ale tym razem podawał rywal. Opelka posłał asa numer 44, gra toczyła się dalej. Po czym Kamil dostał prezent, podwójny błąd serwisowy – wściekły Reilly rzucił rakietą o ziemię. A za moment Polak triumfował – wygrał 6:7 (2), 7:6 (7), 7:6 (8).
I w nagrodę zagra o półfinał z Daniiłem Miedwiediewem.

Leave a Reply