Iga Świątek w tym momencie szlifuje formę przed nowym sezonem rywalizacji na kortach całego świata. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia Polka spotkała się z Jackiem Kurowskim w programie “Oko w oko”. – Ten zimny prysznic był mi potrzebny. Myślę, że bez tego mogłaby nie dotrzeć do półfinału na Roland Garros, a potem także nie wygrałabym Wimbledonu – oceniła Iga w rozmowie na antenie “TVP Sport”.
Iga Świątek ma za sobą pierwszy pełny sezon pod wodzą Wima Fissette. Ten już na pewno zostanie zapamiętany przez naszą gwiazdę na całe życie. Wszystko z powodu jednego, ale jakże wielkiego triumfu. Mowa oczywiście o wygranej w turnieju rangi Wielkiego Szlema na kortach Wimbledonu.
Ten do tego sezonu był dla Igi wręcz przeklęty, jeśli chodzi o karierę zawodową, bo jako juniorka triumfowała w tej imprezie. Do sezonu 2025 nie potrafiła jednak przełożyć tego na seniorską rywalizację. Współpraca z Wimem Fissettem sprawiła, że wiceliderka rankingu WTA w końcu przełamała “klątwę”.
Świątek nie ma złudzeń. To był punkt przełomowy sezonu
Jej triumf w Londynie był imponujący, Iga wygrała w sposób niezapomniany, w finale, nie tracąc nawet gema. W tym momencie Świątek szlifuje swoją dyspozycję wspólnie ze swoim sztabem. Wim Fissette w niedawnym wywiadzie na kanale “Break Point” zdradził, że trenują trzy dni z rzędu, z dniem przerwy.
Tuż przed wigilią Bożego Narodzenia Iga spotkała się z Jackiem Kurowskim w programie “Oko w oko”. Przy jednym z pytań dziennikarz podkreślił, że z roku na rok Polka wygra mniej turniejów. W 2025 roku Iga triumfowała “ledwie” trzykrotnie. Świątek w rozmowie poszukała jednak pozytywów.
– Można spojrzeć na to z innej strony. Wygrałam w tym roku turnieje, które były ostatnie na mojej liście, czyli Wimbledon i Cincinnati. Dla mnie były to zawsze były turnieje bardzo wymagające, takie w których okoliczności niekoniecznie mi sprzyjały. Te sukcesy pozostaną ze mną na zawsze – rozpoczęła.
Fissette we wspomnianej rozmowie wspominał, że w jego opinii momentem przełomowym był turniej w Rzymie, co Iga sama potwierdziła. – Zdecydowanie porażka w Rzymie była dla mniej najbardziej bolesna. To był dla mnie taki zimny prysznic. Wyglądałam źle na korcie, nie był to tenis, do którego dążę – tłumaczyła.
– Z drugiej strony ten zimny prysznic był mi potrzebny. Myślę, że bez tego mogłaby nie dotrzeć do półfinału na Roland Garros, a potem także nie wygrałabym Wimbledonu. Po Rzymie moim zdaniem weszłam dopiero na dobry tor, jeśli chodzi o kontruktywną pracę we wszystkich aspektach – podsumowała Polka



Leave a Reply