Amerykanie liczyli, że w drugiej rundzie Australian Open dojdzie do hitu dwóch pokoleń – starcia Venus Williams z Coco Gauff. I było tego blisko, młodsza z zawodniczek awansowała, starsza prowadziła już 4:0 w trzecim secie starcia z Olgą Danilović. Tyle że nie wytrzymała tempa, przegrała. A dla Serbki było to czwarte zwycięstwo z zawodniczką z USA. Teraz walczyła o piąte, z trzecią rakietą świata. Wszystko skończyło się po dwusetowej batalii.
Start sezonu okazał się dla Coco Gauff gorszy niż rok temu, bo przecież wtedy w United Cup wygrała pięć spotkań, zdobyła maksymalną liczbę 500 punktów. A teraz też pokonała Igę Świątek, jak wtedy, ale przegrała z Jessicą Bouzas Maneiro, na dodatek jej reprezentacja nie zagrała w finale.
W Melbourne na razie jest tak samo jak wtedy, gdy pierwsze trzy spotkania Amerykanka przeszła suchą stopą. W niedzielę bz większych problemów ograła Kamillę Rachimową, dziś większy opór, przynajmniej w teorii, powinna jej sprawić Olga Danilović. Praktyka pokazała jednak coś innego.
Danilović zatrzymała w niedzielę Venus Williams, te mecze z Amerykankami idalnie jej się ostatnio układały. Co tu dużo mówić – cztery ostatnie zwycięstwa zawodniczki z Belgradu to cztery potyczki właśnie z tenisistkami z tego kraju. Najpierw jesienią w Osace z Ashlyn Krueger, później w Hobart z McCartney Kessler i Peyton Stearns, już w Melbourne ze starszą z sióstr Williams. Teraz przyszła pora na mecz z Gauff, a w trzeciej rundzie czekała już… Hailey Baptiste, kolejna zawodniczka z USA.
Australian Open. Coco Gauff kontra Olga Danilović na Margaret Court Arena. Niespodziewanie jednostronny początek
Nie minął nawet kwadrans rywalizacji na Margaret Court Arena, a Amerykanka prowadziła już 3:0 i 40-0, patrząc z jej perspektywy, choć serwowała Danilović. Kompletnie nic nie zwiastowało tu jakiejkolwiek zmiany sytuacji, choć w tym gemie Serbka podjęła jeszcze walkę. Kilka razy doprowadzała do równowagi, ale ostatecznie została przełamana po raz drugi.

Coco nie miała takich chwil zawieszenia, jakie zdarzały się jej w pierwszej rundzie, w potyczce z Kamillą Rachimową. Niby wprowadzała piłkę do gry trochę wolniej niż Danilović, ale znacznie precyzyjniej. Wyrzucała rywalkę, a za moment kończyła akcje.
Było coś jeszcze, to coś, co zaobserwowaliśmy w ostatnich spotkaniach Amerykanki ze Świątek. Gauff grała spokojnie, cierpliwie, przebijała piłki na drugą stronę siatki. A jej rywalkę jakby to drażniło, chciała grać mocniej i mocniej. Danilović nie trafiała, irytowała się, a punkty uciekały. Podobnie miała ostatnio Świątek w pojedynku w United Cup.
Coco uciekła na 5:0, pierwszy set już praktycznie wpadł na jej konto. Zostało dłożenie brakującego gema i… pojawiły się pierwsze problemy. Gem dla Olgi, a za moment dwa break pointy. I czwarty już podwójny błąd serwisowy sprawił, że Danilović przełamała turniejową trójkę.
Nie poszła za ciosem, po jej podwójnym błędzie ten set się skończył. Wynikiem 6:2 dla Coco Gauff.
A w drugim historia zaczęła się powtarzać. Znów szybkie przełamanie na korzyść Amerykanki, mimo że przy dwóch break pointach zdołała “przegonić” Coco po korcie, co jest dużą sztuką. Za trzecim – już nie. Doszło do breaka, a przy swoim serwisie Gauff była już bardzo pewna. Prowadziła 6:2, 4:1, 40-0, patrząc z jej perspektywy, choć podawała Danilović. Mecz zbliżał się ku końcowi.
O dziwo, tenisistka z Belgradu zdołała wygrać pięć punktów z rzędu, trzy ostatnie serwisami. Dała sobie jeszcze szansę, ale sama potrzebowała przełamania. Tylko że nie dawała sobie nawet takiej szansy, wciąż popełniała masę błędów. Po siedmiu gemach tego seta Gauff miała, tych niewymuszonych, pięć, a Danilović – 17.
Skończyło się na 6:2, 6:2 dla turniejowej “trójki”, po zaledwie 77 minutach. I to Gauff zagra o czwartą rundę z Baptiste.


Leave a Reply