Dwa tie-breaki decydowały o awansie w meczu Hurkacza w Indian Wells. 111 minut emocji

Hubert Hurkacz świetnie zaczął ten sezon, ale później było już z tygodnia na tydzień coraz gorzej. Do Indian Wells przyleciał po to, by przerwać serię czterech porażek. Bo pięciu z rzędu nie miał od pierwszej połowy 2021 roku. A okazja była, jego rywal Aleksandar Kovacevic orłem nie jest, niczego wielkiego w tym roku nie pokazał. Polak w secie otwarcie jako pierwszy uzyskał setbola, a niedługo później partię przegrał. W drugim zaś jako pierwszy został przełamany, na 4:5. Amerykanin serwował po awans i… obaj musieli grać kolejne gemy. Znów decydował tie-break.

Wspaniałe występy Hurkacz w United Cup dawały nadzieję, że Polak dość szybko wróci w rejony, w których miał stałe miejsce przed kontuzją. Gdzieś w okolice najlepszej 10 na świecie. Wskazywały na to wygrane z Alexandrem Zverevem czy Taylorem Fritzem, ale przecież triumfy nad Tallonem Griekspoorem czy Zizou Bergsem w Melbourne też miały swoją wartość.

A później przyszła seria czterech porażek, nawet w hali nie było przełomu. W miejscach, gdzie Wrocławianin potrafił grać jak równy z równym z Carlosem Alcarazem.

Masters w Indian Wells, w przeciwieństwie do Miami, raczej nie był dotąd ulubionym turniejem Hurkacza. Korty w Kalifornii są wolniejsze niż te w Miami, ma to znaczenie przy potężnym serwisie Polaka. A losowanie było obiecujące – przynajmniej na to, by dojść do trzeciej rundy. Aleksandar Kovacevic zdecydowanie był w zasięgu “Hubiego”, sąsiad w rankingu, co przy obecnej pozycji Polaka w ósmej dziesiątce nie jest niczym szczególnym. A następnie Corentin Moutet, niemal najniżej rozstawiony z graczy.

Mecz na Stadium 2 był taki, jakiego można się było spodziewać. Potężne serwisy Polaka robiły swoje. Kovacevic aż z taką mocą nie wprowadzał piłki do gry, często za to zmieniał kierunki. I równie łatwo wygrywał swoje gemy. To on jednak zaczynał mecz, miał delikatną przewagę. A Hurkacz musiał gonić wynik, był pod lekką presją.

Te nerwowe chwile i tym razem też przyszły. Jak w Dubaju, gdy w obu setach Polak serwował przy stanie 4:5 z Jakubem Mensikiem. Wtedy Czech pierwszą partię wygrał, w drugiej miał meczbole, choć ostatecznie triumfował po tie-breaku.



Hubert Hurkacz wycofał się z turnieju ATP 500 w Halle
Hubert HurkaczBERTRAND GUAY / AFPAFP

Polak popełnił podwójny błąd, zrobiło się 30-30. Później drugim serwisem wprowadził piłkę do gry, zdołał wygrać dłuższą wymianę. Ale i Kovacevic za moment pokazał klasę, returnem doprowadził do pierwszego stanu równowagi w meczu. Na szczęście dla Wrocławianina, było to jego ostatnie tak skuteczne zagranie w tym gemie. Hubi wyrównał na 5:5.

Ostatecznie, co chyba nikogo nie dziwi, rozstrzygać musiał tie-break. Po zaledwie 39 minutach gry.

W nim zaś Hurkacz już na starcie zdobył punkt przy serwisie rywala. Polak wygrał długą wymianę, coraz częściej to był jego atut. Tyle że już za moment nie zmieścił się swoim bekhendem w korcie, Amerykanin odrobił stratę. I nic nie musiał robić, by prowadzić – Hurkacz popełnił podwójny błąd.

Później obaj poprawili serwis, Hurkacz miał piłkę setową, ale Kovacevic się wybronił, wyrównał na 6-6. A po zmianie stron to on wywalczył setbola – Polak zaatakował w siatkę. Hurkacz znalazł się pod presją, rywal odegrał niezły return. Zaczęła się znów dłuższa wymiana, tym razem to jednak Wrocławianin nie wytrzymał. Trafił ramą, przegrał seta 6:7 (6).


Można się było zastanawiać, jak przegrany w taki sposób set podziała na Polaka. W pierwszej partii wygrywał akcję otwarcie w każdym z sześciu gemów, na starcie drugiego zrobiło się 0-30. Mowa ciała “Hubiego” nie wskazywała nic dobrego, za moment pojawił się pierwszy w spotkaniu break point – dla Amerykanina. A później drugi, po podwójnym błędzie. Skończyło się jeszcze wtedy szczęśliwie, Polak objął prowadzenie.

Nie można powiedzieć, że Hurkaczowi nie zależało. Bo zależało na przerwaniu serii porażek – i to bardzo. Tyle że popełniał za dużo błędów, takie mu się kiedyś nie zdarzały w podobnych ilościach. A miał break pointa w czwartym gemie – i też wyrzucił piłkę. Nie radził sobie z kombinacyjną grą rywala, który zmieniał tempo, często skutecznie przechodził na slajsy.

W drugiej połowie tego seta coś zaczęło się jednak psuć w grze Amerykanina. Więcej było niedokładności, także przy serwisie, a i Polak lepiej wyczuwał zamiary rywala. W ósmym gemie znów pojawił się break point dla Hurkacza, Amerykanin wyrównał jednak na 4:4.

Mężczyzna w pomarańczowej koszulce i czapce uderza piłkę tenisową rakietą podczas meczu tenisowego, skupiony na grze, w dynamicznej pozie. Piłka tenisowa jest w ruchu, tuż przed rakietą.
Hubert HurkaczIZHAR KHANAFP

W najgorszym możliwym momencie Wrocławianin dał się przełamać. Wydawało się, że nie ma już innej opcji niż awans Kovacevicia. W tenisie w takich momentach presja potrafi spętać ręce i nogi, Hurkacz przekonał się o tym w Rotterdamie, w meczu z Bublikiem. A teraz to jego rywal nie wytrzymał, za moment było 5:5.

Znów jednak decydował tie-break. Hurkacz przed tym meczem miał w nich bilans 5:5, licząc ten sezon.

A po meczu z Kovaceviciem ma już 5:7. Drugą partię też przegrał w trzynastym gemie, tym razem 4-7.

Przełamania Polak będzie musiał szukać w przyszłym tygodniu w challengerze ATP 175 w Punta Cana na Dominikanie.

Dokładny zapis relacji na żywo z meczu pierwszej rundy turnieju ATP Masters 1000 w Indian Wells między Hubertem Hurkaczem a Aleksandarem Kovaceviciem można znaleźć tutaj.

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*