Niezwykle emocjonujące spotkanie otrzymaliśmy w jednej z par 1/8 finału WTA 500 Brisbane. Amanda Anisimova mierzyła się z Martą Kostiuk. Trzecia rakieta świata objęła prowadzenie 3:2, po czym… udała się na przerwę medyczną. Na szczęście zdołała dokończyć spotkanie, w którym Ukrainka sprawiła jej olbrzymie problemy. Koniec końców to zawodniczka prowadzona przez polską trenerkę triumfowała 6:4, 6:3 i awansowała do ćwierćfinału.
Zgodnie z najnowszą aktualizacją rankingu Amanda Anisimova jest obecnie trzecią tenisistką świata. Na start zmagań w Brisbane Amerykanka pokonała reprezentantkę gospodarzy Kimberly Birrell (106. WTA) 6:1, 6:3. Na etapie 1/8 finału finalistka zeszłorocznego US Open trafiła na Martę Kostiuk (26. WTA).
Ukrainka miała nieco ciężą przeprawę na początku zmagań w australijskim mieście. Zagrała z Julią Putincewą (74. WTA). To Kazaszka triumfowała w pierwszym secie po tie-breaku (7:5), jednak w drugiej i trzeciej odsłonie Kostiuk nie dała rywalce praktycznie żadnych szans. Zamknęła pojedynek, wygrywając kolejno do jednego i do zera.
Anisimova zagrała z Kostiuk. Ukrainka zaskoczyła turniejową dwójkę
Starcie Ukrainki i Amerykanki rozpoczęło się około godz. 11:45 polskiego czasu. Od samego początku obie tenisistki grały na wysokiej intensywności. Za wszelką cenę nie chciały stracić serwisu. W pewnym momencie Anisimova wyszła na prowadzenie 3:2. Nagle realizator pokazał sędziego, który poprosił o przybycie fizjoterapeuty.
Trzecia rakieta świata potrzebowała przerwy medycznej ze względu na problemy z udem. Na szczęście obyło się bez kreczu, wystarczył bandaż i 24-latka wróciła na kort. Reprezentantka naszych wschodnich sąsiadów doprowadziła do stanu 3:3. Chwilę później przy podaniu rywalki i wyniku 30:30 była niezwykle bliska break-pointa. Zaatakowała mocnym forhendem, jednak Amerykanka wykonała jeszcze lepszego woleja i znów objęła prowadzenie w gemach. Za moment było już 4:4.
Dziewiątego gema Amanda Anisimova rozpoczęła od podwójnego błędu, co było tylko początkiem jej kłopotów. W końcu Ukrainka doczekała się dwóch szans na przełamanie. I przy stanie 40:15 “zabiegała” rywalkę, która uderzyła w siatkę. Przy wyniku 5:4 Kostiuk serwowała na wygranie pierwszej partii, ale role się odwróciły.
Tym razem to ostatnia uczestniczka WTA Finals miała dwa break-pointy. Ostatecznie zawodniczka prowadzona przez Sandrę Zaniewską wytrzymała ciśnienie, obroniła w sumie trzy break-pointy i zgarnęła seta.
Po krótkiej przerwie Anisimova przy swoim serwisie przegrywała na start 0:40, jednak przeciwniczce zabrakło cierpliwości, z czego skorzystała 24-latka. Poziom spotkania był naprawdę wysoki. Szczególnie przygotowanie motoryczne Marty Kostiuk mogło robić wrażenie. Kiedy na tablicy widniał wynik 1:1 i 40:30 dla Amerykanki, Ukrainka do jej drugiego podania stanęła bardzo blisko, wręcz nonszalancko. Efekt? Winner z returnu po krosie. Irytacja Amandy rosła z minuty na minutę. Zwłaszcza po kolejnych sytuacjach, w których rywalka wykazywała się nadludzką mobilnością.
W drugiej partii Kostiuk udało się przełamać znacznie szybciej. Prowadziła 3:1 i była bliska zgarnięcia drugiego gema w tym secie przy podaniu rywalki. Ale jak to tenisie – w kilka minut wszystko może odwrócić się o 180 stopni. I tak też się stało. Pierwszego przełamania doczekała się Anisimova, która doprowadziła do remisu 3:3. Jednak kiedy piłka była po jej stronie, znów zawiodła.
Marta Kostiuk prowadziła już 4:3. Po zaciętej walce na przewagi od zwycięstwa dzielił ją tylko jeden gem. W końcu Ukrainka dopięła swego, triumfowała 6:4, 6:3 i awansowała do ćwierćfinału WTA 500 Brisbane, w którym zagra z Lindą Noskovą lub Mirrą Andriejewą.



Leave a Reply