Jelena Rybakina w kapitalny sposób zakończyła poprzedni sezon, choć przecież do WTA Finals w Rijadzie wskoczyła w ostatniej chwili. W Arabii Saudyjskiej nie okazała już litości żadnej rywalce, wygrała pięć spotkań, w finale ograłą Arynę Sabalenkę. Można się było zastanawiać, czy ta forma utrzyma się przez dwa miesiące, a przecież w półfinale zaplanowany jest jej potencjalny bój z liderką rankingu. Mecz z Shuai Zhang w drugiej rundzie w Brisbane chyba rozwiał te wątpliwości. Mimo zadziwiającej sytuacji w drugim secie.
11 kolejnych zwycięstw: najpierw w Ningbo, później w Tokio, aż do oddanego walkowerem meczu o finał z Lindą Noskovą (co nie liczy się do statystyk), wreszcie kapitalna seria w Rijadzie: tak Jelena Rybakina zakończyła sezon 2025. Mimo wielu wpadek w pierwszej fazie rozgrywek, awansowała na piątą pozycję, skasowała rekordową wygrana w historii kobiecego tenisa za jeden turniej.
Tyle że w jej przypadku wiele było już takich wahnięć: świetne występy, a za chwilę niemoc i sensacyjne porażki.
Odpowiedzi trudno było szukać w towarzyskich spotkaniach w Shenzhen, gdzie przegrała m.in. z Igą Świątek. To jednak inne granie, często na pół gwizdka. W tym roku Kazaszka uznała, że sezon zacznie nie w United Cup, a w Brisbane, wróciła do stolicy Queenslandu po rocznej przerwie. A dwa lata temu wygrała ten turniej, w finale rozbiła Sabalenkę 6:0, 6:3 w zaledwie 73 minuty. Teraz oczekiwany jest ich kolejny bój, ale już nie o tytuł. Losowania drabinki sprawiło, że mogą wpaść na siebie już w półfinale. Pierwsze przeszkody już pokonały, zostały jeszcze po dwie.
WTA 500 w Brisbane. Niesamowite liczby Jeleny Rybakiny. Tak suma winnerów, jak i liczba asów. W starciu z Shuai Zhang
Rybakina odpowiedziała w sesji wieczornej lokalnego czasu – jej rywalką była weteranka, niespełna 37-letnia Shuai Zhang. Kazaszka miała ze starć z nią także złe wspomnienia, skreczowała cztery lata temu w Australian Open, choć już wtedy, po finale w Adelajdzie, była w szerokim gronie faworytek.

Kazaszka zaczęła to spotkanie w sposób wybitny – pierwszych sześć gemów nie trwało nawet 20 minut, zanosiło się na jeszcze krótszy mecz niż u Sabalenki. I nie chodzi o to, że faworytka prowadziła 5:1. Rybakina do tego momentu nie popełniła żadnego niewymuszonego błędu, Zhang nie grała źle, po prostu była bezradna.
Siódmy gem pokazał pierwszą zmianę – Rybakina zaczęła go od autowego zagrania, za chwilę dołożyła kolejne, a później podwójny błąd serwisowy. Przegra ła tego gema, później kolejnego, ale zapas do wygrania seta okazał się wystarczający. Po 30 minutach triumfowała 6:3.
Shuai Zhang miała dodatni bilans w statystykach (9 winnerów, 4 błędy), a w drugiej partii pokazała znów kawał dobrego tenisa. Mało tego, zdołała przełamać Rybakinę, odskoczyła na 4:1. Czyżby seria 11 kolejnych zwycięstw Kazaszki była zagrożona?
Jelena odpowiedziała w wybitny sposób. Zaczęła serwować jak natchniona – as leciał za asem. W pierwszym secie miała zaledwie trzy, w drugim – aż 13. I większość w końcówce. Odrobiła straty, później przełamała Chinkę na 6:5, serwowała po awans do trzeciej rundy.
I nagle zrobiło się 0-40. Tie-break? Nic z tego. Najpierw as, za moment winner po returniej rywalki, później kolejny wygrywający serwis i jeszcze as na przewagę. A mecz zakończyła asem numer 16, Shuai Zhang mogła się tylko uśmiechnąć. Słabszy moment z końcówki pierwszej partii i pierwszej fazy drugiej mógł pójść w zapomnienie. Rybakina wygrała 6:3, 7:5, ale zanotowała aż 32 wygrywające akcje oraz tylko 13 błędów.
A to robi wrażenie.


Leave a Reply