Na czwartek organizatorzy Mutua Madrid Open, jednego z największych turniejów na kortach ziemnych, zaplanowali pierwsze spotkania z udziałem zawodniczek rozstawionych. Na razie tych z górnej części drabinki – tam są m.in. Aryna Sabalenka i Iga Świątek. Zanim Polka pojawiła się na Manolo Santana Stadium, z gry o tytuł w stolicy Hiszpanii odpadła Elina Switolina. Iga mierzyła się z inną Ukrainką – Darią Snigur, mieszkającą w Warszawie i trenującą pod okiem Dawida Celta. W tym spotkaniu o sensacji nie było jednak mowy. Choć na początku drugiego seta Snigur prowadziła 2:0.
Madryt jest położony znacznie wyżej niż Rzym czy Paryż, inaczej na Caja Magica odbija się piłka – te warunki bardziej dotąd sprzyjały Arynie Sabalence niż Idze Świątek. A z drugiej strony to jednak mączka – ulubiona nawierzchnia podopiecznej Francisco Roiga. W stolicy Hiszpanii Polka już przecież też triumfowała, a gdy już zdarzało się jej tu przegrać, to tylko z zawodniczkami wybitnymi. Ashleigh Barty, Sabalenka, Gauff – oto i cała lista.
Dziś Iga zmierzyła się z rywalką, z którą jeszcze w warunkach turniejowych nie grała. Ani jako juniorka, ani jako tenisistka profesjonalna. Mimo że jest starsza od Darii Snigur zaledwie o niecały rok, a Ukrainka rok po niej wygrała juniorski Wimbledon.
Głównym powodem jest to, że u niej to przejście z tenisa juniorskiego do profesjonalnego nie było tak idealne, jak u Polki. Jako 19-latka wskoczyła do drugiej setki rankingu WTA, Iga miała już w tym wieku tytuł w Paryżu. A jako 20-latka zagrała w słynnym spotkaniu w pierwszej rundzie US Open – pokonała Simonę Halep, była to jej pierwsza – z dwóch – wiktoria nad zawodniczką z TOP 10. Tyle że to właśnie wtedy badanie antydopingowe Rumunki dało wynik pozytywny, na długo wypadła z gry po zawieszeniu.
Przełom u Snigur nastąpił niedawno, to efekt pracy z Dawidem Celtem, ale też i trenerem przygotowania motorycznego Bolesławem Szmydem.
Awansowała do TOP 100, ma już pewny udział we French Open, później i w Wimbledonie, dzięki wynikom z Madrytu. Tyle że dziś miała trudniej nie tylko z tego powodu, że po drugiej stronie znalazła się sześciokrotna mistrzyni Szlemów. Ona sama zagrała od poniedziałku już trzy spotkania na Caja Magica, a w środę stoczyła blisko 2,5-godzinne spotkanie z Darią Kasatkiną. Obroniła cztery piłki meczowe, wygrała tie-breaka w trzecim secie 15-13. I zapewniła sobie prawo gry z turniejową “4”.
Mutua Madrid Open. Iga Świątek kontra Daria Snigur na Manolo Santana Stadium. Perfekcyjny start Polki
Polka wygrała losowanie, choć już sama “ceremonia” wywołała uśmiech na twarzach obu zawodniczek – arbiter Pierre Bacchi zapomniał bowiem sprzętu elektronicznego do jej przeprowadzenia. Świątek wybrała serwis, momentalnie zapisała na swoim koncie gema. Snigur zaś była mocno zdenerwowana, w swoim przywitaniu z Manolo Santana Stadium popisała się… trzema podwójnymi błędami. W jednym gemie!

To szybkie przełamanie też wiele mówiło o prognozie zakończenia tego spotkania. Iga dość szybko złapała swój rytm, Snigur w swoim drugim gemie serwisowym bała się powtórki tego, co stało się kilka minut wcześniej. Reprezentantka Polski momentalnie więc atakowała returnem, nie zostawiała Ukraince złudzeń. Po 12 minutach na największym obiekcie Caja Magica było już 4:0.
Można było odliczać kolejne minuty do końca spotkania. I zastanawiać się, czy trenująca pod okiem Celta 98. rakieta świata będzie w stanie… ugrać jakiegoś gema.
Po drugiej akcji w piątym gemie wreszcie pojawił się na twarzy Darii uśmiech – returnem zaskoczyła Polkę, to było jej pierwsze wygrywające zagranie w całym spotkaniu. Za moment wywalczyła nawet szansę na przełamanie, Iga obroniła się uderzeniem w boczną linię. A później był drugi break point i as Polki. Oraz trzeci – akcję zakończył forhend Snigur w siatkę. A skończyło się tym, że Raszynianka podwyższyła na 5:0.
Trudno było mówić, że gra Świątek jest idealna, mimo tego wyniku. Dużo było jednak błędów. Niemniej po 31 minutach obie usiadły na ławkach już po zakończonym secie. Było 6:1 dla Polki.

W pierwszej partii Iga popełniła 11 niewymuszonych błędów – to sporo, jak na takie spotkanie. A po dwóch gemach drugiego seta miała już siedem kolejnych. I coraz bardziej było widać nerwy w jej zachowaniu. Snigur odskoczyła na 2:0, serwowała po trzeciego gema. Już chyba oswoiła się z tym potężnym stadionem, nie bała się wymian z Polką, jeśli mogła je prowadzić ze środka kortu.
A później Iga wróciła do swojego poziomu. Znów pojawiła się przepaść między tymi zawodniczkami, jak na początku spotkania. 24-latka z Raszyna wygrała sześć kolejnych gemów, a całe spotkanie – 6:1, 6:2. Wszystko zajęło jej 61 minut.
W trzeciej rundzie Polka zmierzy się z Ann Li lub Alycią Parks.
Leave a Reply