Iga Świątek współpracę z nowym trenerem Francisco Roigiem rozpoczęła od zdecydowanego zwycięstwa. Raszynianka w meczu drugiej rundy turnieju WTA 500 w Stuttgarcie zdecydowanie pokonała reprezentantkę gospodarzy Laurę Siegemund. Tuż po zakończeniu meczu Polka nie ukrywała radości z premierowego triumfu na kortach ziemnych. Świątek dodatkowo w superlatywach odniosła się do rozpoczęcia współpracy z nowym szkoleniowcem.
Nie takiego początku sezonu oczekiwała Iga Świątek. Najlepsza polska tenisistka rozpoczęła od triumfu wraz z polską reprezentacją na United Cup. W kolejnych tygodniach było jednak znacznie gorzej. Raszynianka dotarła do ćwierćfinału Australian Open, a później odpadała na tym samym etapie z turniejów rangi WTA 1000 w Dosze oraz Indian Wells.
Świątek kibice na korcie po raz ostatni oglądali 19 marca. Wówczas w ramach drugiej rundy WTA 1000 w Miami byliśmy świadkami pojedynku z Magdą Linette. Po gładko wygranym pierwszym secie gra Świątek zaczęła szwankować na tyle, że po trzysetowej walce to starsza z Polek świętowała awans do kolejnej rundy.
Po klęsce w Miami zawrzało. Świątek zdecydowała się na radykalny krok i zakończyła współpracę z dotychczasowym trenerem Wimem Fissettem. Po kilkunastu dniach spekulacji oficjalnie ogłoszono – nowym szkoleniowcem najlepszej polskiej tenisistki został Francisco Roig, wieloletnie współpracownik Rafaela Nadala, który w swoim CV ma również trenowanie Emmy Raducanu.
Polka ostatnie dni spędziła na Majorce, gdzie ciężko pracowała z nowym trenerem. Pierwszy testem tej współpracy był mecz z Laurą Siegemund w ramach drugiej rundy turnieju w Stuttgarcie.
Pewny triumf Igi Świątek. Polka tuż po meczu nie ukrywała zadowolenia
Premierowy set starcia z 38-letnią Niemką poszedł zgodnie z planem Igi Świątek. Polka już przy pierwszej możliwej okazji przełamała przeciwniczkę, wychodząc na prowadzenie 3:0. Siegemund podjęła walkę, efektem czego było przełamanie powrotne i doprowadzenie do stanu 3:2. Od tamtego momentu Iga nie oddała już żadnego gema, przełamując serwis Niemki jeszcze dwukrotnie, w efekcie wygrywając pierwszego seta wynikiem 6:2.
Druga partia do pewnego momentu była wyrównana, lecz końcówka znowu należała do Polki. Świątek ostatecznie po 90 minutach walki wygrała 6:3, 6:2 z Laurą Siegemund i awansowała do kolejnej rundy zmagań w Stuttgarcie. W piątkowym ćwierćfinale Iga zmierzy się z triumfatorką starcia Mirra Andriejewa – Alycia Parks.
Świątek wróciła do rywalizacji po 27 dniach przerwy i od razu przypieczętowała to zdecydowanym zwycięstwem. Jeszcze na korcie Świątek w samych superlatywach odniosła się do osoby swojego nowego trenera Francisco Roiga, a także z czasów wspólnych treningów z Rafaelem Nadalem na Majorce. Jak dodała Polka, zmiany w jej grze zajmą trochę czasu, natomiast cieszy ją fakt samego rozpoczęcia tego procesu.
Kilka minut później Polka stanęła przed kamerami telewizyjnymi i w rozmowie z dziennikarzem Canal + Sport wciąż promieniała dobrym nastrojem. Na starcie rozmowy odniosła się do tego, jakie emocje towarzyszyły jej przy okazji starcia z Siegemund.
– Na pewno jak się nie jest w takim rytmie meczowym, zwłaszcza po meczach wygranych, no to jest trochę więcej stresu, ale to jest taki pozytywny stres, napędzający do pracy i pokazujący, że po prostu trzeba wyjść naprzeciw temu co czeka. Myślę, że było to raczej ekscytujące. Wiadomo, że przed meczem zawsze jest trochę więcej tego napięcia, ale trzeba to napięcie przełożyć na pobudzenie przed meczem – powiedziała Świątek w rozmowie z Canal+ Sport.
Świątek oceniając swoją grę skupiła się przede wszystkim na dobrze funkcjonującym forhendzie. Polka zwróciła także uwagę na nawierzchnię w Stuttgarcie, która momentami może nastręczyć zawodniczkom trudności.
– Myślę, że bardzo dobrze czułam się na bekhendzie, na forhendzie też, jak odrzucałam moją przeciwniczkę top spinem. Chociaż przyznam, że na tej mączce z uwagi, że jest trochę szybciej, jest mniej okazji do zagrania takiej mega ciężkiej piłki, tak jak na mączce normalnej typu tej w Rzymie. Wciąż to dobrze działało. Często otwierałam sobie kort serwisem, więc mogłam od razu piłkę po returnie zagrać w drugą stronę i to też działało – opisuje Świątek.
– Do samej nawierzchni już jestem przyzwyczajona, ale czasami się zdarzy, że człowiek będzie chciał zrobić zwrot na linii, to wtedy nie ma szans, by się odepchnąć. To jest taki kort, gdzie trzeba zaakceptować, że kilka punktów ucieknie z takich rzeczy, na które niekoniecznie mamy wpływ – spuentowała polska tenisistka.



Leave a Reply