Iga Świątek pierwszy start z nowym trenerem ma za sobą. W Stuttgarcie, gdzie dotąd lubiła grać, zaliczyła dwa mecze i odpadła z Mirrą Andriejewą w ćwierćfinale. – Ten mecz niewiele się różnił od tego z Magdą Linette w Miami. To nie jest jednak tak, że trzy treningi z Roigem zmienią Igę. Ona jest dość uparta, ma tendencję do tego, by wracać do ustawień fabrycznych. Jest jednak coś jeszcze – mówi nam Adam Romer, redaktor naczelny Tenisklubu, zwracając uwagę na to, jaki jest ten największy problem Polki.
Dariusz Ostafiński, Interia: Widać było w Stuttgarcie efekt nowej miotły?
Adam Romer, redaktor naczelny Tenisklubu: Nie było widać, ale tenis to nie piłka nożna, gdzie zmiana trenera szybko potrafi zdziałać cuda. Po trzech treningach z Roigem Iga nie jest w stanie zmienić się na tyle, żeby zacząć wygrywać.
Trochę więcej tego chyba było.
– To może było pięć treningów, ale to wciąż mało. Myślę, że nikt rozsądny nie zakładał przed Stuttgartem, że tam dojdzie do cudownej metamorfozy.
Z Andriejewą, jak z Linette. Nie widzi różnicy
I naprawdę nie widzi pan nic, żadnej iskierki nadziei?
– Chyba, nie wiem, to już naprawdę musielibyśmy się doszukiwać na poziomie detali. Nie mam jednak wrażenia, że Iga zagrała jakoś wybitnie lepiej niż wcześniej. Jakby ten mecz z Andriejewą zestawić z tym, co Iga zagrała z Linette, to niewiele się to różniło. Schemat podobny. Pierwszy set wygrany, przeciąganie liny w drugim i nerwy w trzecim. Iga jest stabilna, choć niestety nie w dobrym tego słowa znaczeniu. To niestety nie jest zawodniczka, która zmieni się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo jest nowy trener. Ona jest dość uparta i znana jest z tego, że często wraca do ustawień fabrycznych. I to w Stuttgarcie było widać. Było coś jeszcze.
Co?
– Iga z lat 2022 do połowy 2024 spokojnie by wygrała ten mecz, mając piłkę na 3:0. Wtedy ona była na tyle spokojna, że nic nie wybijało jej z rytmu i potrafiła obrócić każdą złą sytuację na swoją korzyść. A teraz tego nie potrafi. I z tego powodu pojawiają się u niej nerwy. Rywalki już wiedzą, że z Igą trzeba grać do końca. Kiedyś siadała im psychika, a teraz wiedzą, że jak utrzymają się w grze, to nawet, jak źle się ten mecz dla nich zacznie, to w końcu dostaną swoją szansę.
Wyjaśnia obecność ojca w boksie Igi Świątek
Pan powiedział, że było podobnie, jak z Linette, ale ja bym stwierdził, że było spokojniej. Bez przekleństw, bez nerwowych wymian zdań z teamem, bez tej widocznej frustracji.
– Niby tak, ale jakby po pierwszym meczu z Roigem miała się wściekać, to by było źle. Z drugiej strony ktoś powiedział, że ona była spokojna, bo tata był w boksie. Inni jeszcze doszukali się tego, że ten spokój wynikał z nieobecności psycholog Darii Abramowicz. Tyle że ona nigdy do Stuttgartu nie jeździła, natomiast ojciec tam jeździł.
Andriejewa wygrała z Igą, a potem, w sumie gładko przegrała 0:2 z Rybakiną.
– To pokazuje nam, jaka jest hierarchia w kobiecym tenisie. Są dwie panie poza zasięgiem rywalek, a reszta się kotłuje. Zobaczymy, co dalej z Igą, czy wyjdzie z tego kotła. Za chwilę turniej w Madrycie, ale na pewno uda jej się potrenować na Majorce i może to coś zmieni.
To jest największy problem Igi Świątek
Najgorsze jest to, że Świątek nie radzi sobie z rywalkami z TOP10, przestała z nimi wygrywać. Wydaje się, że czwarte miejsce w rankingu WTA nie odzwierciedla jej pozycji, że ona jest dużo gorsza.
– Kłopoty Świątek zaczną się, jak przyjdzie trawa i ona będzie broniła wyników sprzed roku w Bad Homburg i Wimbledonie. Jak źle pójdzie, to się obsunie. Rankingami bym się jednak nie przejmował. Ważne, żeby była w formie, bo coś się zacięło, bo nie wygrywa ważnych meczów. W Madrycie pewnie też nie uda się tego zmienić, bo tam ciężko jej się grało.
Nowy trener ma w ogóle szansę to zmienić?
– Ma, ale ona musi mu zaufać. I to wracanie trochę potrwa. Roig ma szansę, bo to warsztatowiec, który może naprawić Świątek na tyle, żeby wróciła ta jej pewność siebie. Bo jej siedzi w głowie to, że kiedyś te ważne mecze miała pod kontrolą, 80 procent z nich wygrywała, a teraz nie wychodzi. Dziewczyny się jej jednak nauczyły, a Świątek nie ma tak urozmaiconej gry, jak Muchova. Nie jest też Agnieszką Radwańską, która miała rękę i czucie piłki. Iga tego nie ma. Z Andriejewą pojawił się slajs, czy elementy, których nie używała, ale Iga musi przede wszystkim wrócić do tego, co było jej największą bronią.



Leave a Reply